Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


u mnie, kiedy je pragniesz dla dziecinnego głupstwa porzucić jak nieużyteczną zabawkę? Co ty możesz mieć do czynienia z żoną barona? Kto ci dał prawo, abyś jak fircyk jaki wciskał się tam, gdzie nie powinieneś, i gdzie nic sobie z ciebie nie robią? Czy chcesz odgrywać rolę zakochanego pasterza w uroczystej chwili śmierci?
Zgnębiony padłem na krzesło. Po niejakiej chwili mówił dalej dziadek, już nieco łagodniejszym głosem:
— A przytem dowiedz się, że prawdopodobnie baronowej żadne nie grozi niebezpieczeństwo, tylko panna Adelajda wszystko przesadza; jeśli jej kropelka wody na nos spadnie, to zaraz użala się na straszną niepogodę. Na dobitkę wrzawa ta jakby wśród pożaru, doszła uszu starych ciotek; te z płaczem przybiegły, opatrzone całym arsenałem rzeźwiących kropli, eliksirów długiego życia, i Bóg wie czego. A tu zwykły napad mdłości...
Dziadek zatrzymał się, widział, jak walczyłem z sobą, przeszedł się kilka razy po pokoju, stanął znów przede mną, roześmiał się serdecznie i rzekł:
— Kuzynku, kuzynku, cóż ty za głupstwa wyprawiasz? No — to widać nic