Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciągnąć za sobą skutki, postanowiłem czekać na dziadka, i wtedy, bądź co bądź, wydobyć się z pod jego przemocy. Każda chwila stawała się dla mnie śmiertelną. Wreszcie usłyszałem, jak po barona przyszedł posługacz, i ten natychmiast udał się za nim. Dziadek wrócił do pokoju.
— Ona umiera, — zawołałem, biegnąc naprzeciwko niego.
— A tyś zwaryował, — odparł spokojnie; schwycił mnie i posadził na krześle.
— Ja pójdę tam, — krzyczałem, — muszę ją zobaczyć, choćby mnie to życie kosztować miało.
— Zrób to, kochany kuzynku, — rzekł dziadek, zamykając drzwi na klucz, i chowając go do kieszeni.
Wtedy ogarnęła mnie wściekłość, porwałem za broń nabitą i zawołałem:
— W twoich oczach, dziadku, w łeb sobie wypalę, jeśli mi zaraz drzwi nie otworzysz.
Dziadek stanął tuż przy mnie i rzekł, patrząc mi w oczy, jakby mnie chciał przeniknąć swym wzrokiem:
— Czy ty myślisz chłopcze, że mnie zastraszysz swoją nędzną pogróżką? Czy ty myślisz, że twoje życie wiele znaczy