Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ach, — przerwał Franciszek smutnie, — jaśnie pani baronowa umiera.
Zerwałem się z łóżka z przerażającym krzykiem.
— Otwórz drzwi Franciszkowi — zawołał na mnie dziadek.
Bezprzytomny słaniałem się po pokoju, nie mogąc ani drzwi, ani zamku znaleść. Dziadek musiał mi pomóc. Wszedł Franciszek blady i pomieszany, i zapalił świece. Zaledwieśmy się trochę przyodzieli, usłyszeliśmy samego barona, odzywającego się z sali.
— Czy mogę z tobą pomówić, kochany panie V...?
— Pocoś ty się ubrał, kuzynie, wszak baron mnie tylko potrzebuje — pytał mnie dziadek, domyślając się mojego zamiaru.
— Pójdę tam, muszę ją zobaczyć, a potem umrę! — rzekłem głucho, zgnębiony straszną boleścią.
— A... to tak... masz słuszność, kuzynku.
Powiedziawszy te słowa, stary trzasnął mi drzwiami przed nosem, że aż ściany zadrżały, i na klucz je zamknął.
W pierwszej chwili, oburzony tym gwałtem, chciałem drzwi wysadzić, ale pomyślawszy, jak fatalne mogłoby to po-