Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


on na wszystko znajdzie radę, nawet na rzeczy niemożliwe.
Mówiąc te słowa, panna Adelajda wezwała go, i gdy mu tłomaczyła, o co rzecz idzie, baronowa przysłuchiwała się z założonemi rękami i główką naprzód pochyloną, patrząc z miłym uśmiechem staremu w oczy. Prześlicznie wtedy wyglądała, podobna do pięknego dziecka, któreby rade jak najprędzej mieć w ręku upatrzoną zabawkę.
Franciszek swoim zwyczajem długo się namyślał, wyliczając mnóstwo przyczyn, że to prawie niepodobieństwo, aby naprędce wystarać się o instrument tak rzadki, wreszcie przymilająco pogłaskawszy się po brodzie, rzekł:
— Ależ pani rządczyni, tam na wsi, wybija wcale niepospolicie na klawicymbałach czy też, jak je tam z cudzoziemska inaczej nazywają — ten instrument, co to przy nim śpiewają także tak żałośnie i czule, że oczy się z płaczu czerwienią niby od cebuli, a przytem chciałoby się skakać na obydwie nogi...
— To ona ma fortepian? — przerwała mu panna Adelajda.