Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skwapliwie tej propozycyi. Wprawny już poniekąd w rodzaj zajęć, jakie stryj prowadził, obiecywałem sobie ułatwić mu swą gorliwością część jego trudów. Nazajutrz, obwinąwszy się w ciężkie futra, toczyliśmy się do zamku Her... śród zamieci śnieżnej, zapowiadającej zimę.
Po drodze stryj mi opowiadał różne dziwne historye o baronie Roderyku, założycielu majoratu, który pomimo, że mój stryj był jeszcze wówczas bardzo młody, wybrał go za swego plenipotenta i wykonawcę testamentu. Mówił mi o surowej i dzikiej naturze barona, którą, zdaje się, ten przekazał w spadku całej rodzinie a która coraz bardziej budziła się w baronie obecnym, choć ten w pierwszych latach zapowiadał się jako charakter łagodny i słaby. Mówił mi, że powinienem się pokazać człowiekiem stanowczym i śmiałym, aby znaczenia nabrać w oczach pana; w końcu opisał mi mieszkanie, jakie sobie raz na zawsze wybrał w zamku — ciepłe, wygodne i tak oddalone od innych, że możemy dowoli usunąć się całkowicie od wrzawy towarzystwa. Mieszkanie składało się z dwóch małych izb, pokrytych gustownem obiciem, pomiesz-