Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ty, zniknęła nazawsze. Pewna jednak okoliczność wzbudziła na nowo dawniejsze cierpienia, przejmując mnie dreszczem, niby zjawisko z tamtego świata. Kiedy pewnego wieczoru otworzyłem pugilares, który nosiłem przy sobie, bawiąc w K..., z zawiniętego papieru, wypadł mi pukiel ciemnych włosów, związanych białą wstążką, która — odrazu to poznałem — należała do Serafiny. Bliżej przypatrując się temu pakiecikowi, dostrzegłem ślad kropli krwi. Być może, że Adelaida doręczyła mi tę pamiątkę, w chwilach bezprzytomnego szału, który w ostatnich dniach mnie ogarnął, ale co znaczy na niej krew? To każe mi się domyślać czegoś strasznego, i ten zakład prawie pasterskiej czułości, zmienił się na pamiątkę namiętności, którą okupić musiała krew serdeczna. Była to ta sama wstążka, która po raz pierwszy zbliżyła mnie do Serafiny, przelatując od niej do mnie, jakby w zabawie swawolnej, dziś staje się dla mnie smutnym posłem śmierć zwiastującym. Nie igrać chłopcu z bronią, której niebezpieczeństwa nie poznał.
Wreszcie przestały szumieć wichry wiosenne, lato odzyskało swe prawa, i jak