Strona:E. Korotyńska - Mała gosposia.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 11 —

dem, ale i z radością, iż zastępuje chorą matkę i darmo nie je chleba. To tak przyjemnie być pożyteczną.
Ojciec podziwiał swą córkę, sąsiedzi zachodzili, aby przyjrzeć się jej robocie i pokazywać swym córkom, jak to mała kruszynka potrafi, jeśli chce, pracować.
Ale najbardziej podziwu godnym było to, że Natalka zabrała się któregoś dnia do prania.
Przydźwigała balię od sąsiadki, zebrała brudną bieliznę i prać zaczęła wieczorem.
Przyszedł Szymon i oczom swym nie chciał wierzyć.
Ona, czy nie ona? toć to niemożliwe! Takie maleństwo...
Stanął i aż ze wzruszenia zapłakał.
— Ach, ty moja droga dziecino, mo-