Strona:E. Korotyńska - Mała gosposia.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 10 —

Od świtu miała coś do roboty. Budziły się dzieci, trzeba było je ubrać, umyć, uczesać i dać śniadanie, bo wołało to wszystko:
— Jeść! jeść!
A i ojcu trzeba było zgotować cośkolwiek, aby nie szedł na czczo do pracy.
Wyszedł ojciec, rozpoczynała się inna robota. Trzeba było sprzątnąć izbę, posłać łóżka... I to wszystko tymi wątłymi drobnymi rączkami, które z trudem ujmowały szczotkę do zamiatania i dosięgnąć nie były w stanie półki z naczyniem.
A później to gotowanie, to dźwiganie garnków i stawianie na kominie, przynoszenie w wiadrach wody ze studni...
Ale Natalka robiła to choć z tru-