Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   259   —

Że pewno będzie małżonką Lucencya.
Lucencyo.  Ja bogów proszę, ażeby nią była!
Tranio.  Daj pokój bogom; idź, a nie trwoń czasu.
Signor Baptysta, pokażę wam drogę.
Na jednej musisz przestać dziś potrawie,
Lecz naprawimy wszystko w Pizie.
Baptysta.  Idźmy!

(Wychodzą — Tranio, Pedant i Baptysta).

Biondello.  Kambio!
Lucencyo.  Co chcesz powiedzieć, Biondello?
Biondello.  Czy widziałeś, jak pan mój mrugał na ciebie i uśmiechał się?
Lucencyo.  Cóż stąd, Biondello?
Biondello.  Nic wcale. Lecz zostawił mnie za sobą, aby wytłómaczyć znaczenie i morał jego mrugań i znaków.
Lucencyo.  Słucham, moralizuj.
Biondello.  Tak więc stoją rzeczy: Baptysty jesteśmy pewni, póki rozmawia z fałszywym ojcem o fałszywym synie.
Lucencyo.  A potem?
Biondello.  Masz przyprowadzić jego córkę na wieczerzę.
Lucencyo.  A co dalej?
Biondello.  Stary proboszcz od świętego Łukasza czeka na ciebie w kościele gotowy o każdej godzinie.
Lucencyo.  Jaki wyciągasz z tego sens moralny?
Biondello.  Nie mogę powiedzieć. Zważaj, że gdy oni zajęci układem fałszywego kontraktu, ty możesz zapewnić się córki cum privilegio ad imprimendum solum. Więc do kościoła; weź księdza, zakrystyana i potrzebnych uczciwych świadków:

Jeśli nie czekasz na to, zrób inaczej:
Lecz wiem, kto Bianki nigdy nie zobaczy.

(Chce wychodzić).

Lucencyo.  Biondello, słuchaj!
Biondello.  Nie mogę zostać dłużej. Znałem dziewczynę zaślubioną jednego popołudnia, gdy poszła do ogrodu szukać pietruszki na faszerowanie królika; możesz to samo zrobić i ty, panie; więc żegnam! Mój pan kazał mi śpieszyć do świętego Łukasza i uprzedzić pro-