Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   258   —

I jej wzajemność, aby krótko skończyć,
Jak dobry ojciec nie robię trudności,
I na małżeństwo daję przyzwolenie.
Jeśli z twej strony nie będzie oporu,
Myślę, że kontrakt trudności nie dozna,
Bo bez wahania przyjmuję warunki,
Które ten związek szczęśliwy skojarzą.
Z takimi ludźmi, jak ty, mości panie,
Drobne skrupuły nie byłyby w porę:
Signor Baptysta zbyt dobrze jest znany.
Baptysta.  Dozwól mi, panie, kilka słów powiedzieć:
Lubię otwartość twoją i twą krótkość.
Wielka w tem prawda, że twój syn Lucencyo
Córkę mą kocha, a jego ma córka,
Albo wybornie kryją swe uczucia.
Jeśli więc, panie, publicznie oświadczasz,
Ze po ojcowsku z twym postąpisz synem,
Wiano uczciwe córce mej zapiszesz,
Rzecz jest skończona, małżeństwo zawarte;
Twemu synowi chętnie daję córkę.
Tranio.  Dzięki ci panie! Gdzie teraz najlepiej
Przywieść do skutku nasze zrękowiny,
I formalności kontraktu dopełnić?
Baptysta.  Byle nie w moim domu; wiesz, Lucencyo,
Ze ściany mają uszy, a w mym domu
Sług jest czereda; przy tem stary Gremio
Wciąż na podsłuchach; mógłby nam przeszkodzić.
Tranio.  Więc, jeśli łaska, to w mojem mieszkaniu.
U mnie też ojciec mój gościną stanął;
Wszystko tej nocy zrobimy cichaczem.
Ty, panie, poślij sługę po twą córkę,
Ja zaś mojego ślę po notaryusza.
Martwi mnie tylko, że przez zbytni pośpiech
Lichą wam dzisiaj wieczerzę zastawię.
Baptysta.  Przyjmuję projekt. Kambio, śpiesz do domu,
I powiedz Biance, niech się przygotuje.
Jeśli chcesz, możesz wszystko jej wyjawić,
Że dziś Lucencya ojciec w Padwie stanął,