Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   234   —

Dosyć wykwintną, abym chciała zmienić
Stare prawidła na wymysły nowe.

(Wchodzi Sługa).

Sługa.  Na prośbę ojca porzuć pani księgi,
Pomóż mu siostry komnatę meblować;
Wiesz, że na jutro ślub zapowiedziany.
Bianka.  Żegnam was obu; muszę się oddalić.

(Wychodzą: Bianka i Sługa).

Lucencyo.  I ja więc, pani, nie mam co tu robić! (wychodzi).
Hortens.  Lecz ja mam powód szpiegować pedanta,
Bo mi wygląda na zakochanego.
Lecz jeśli myśli twe, Bianko, tak nizkie,
Że lada pedant twój wzrok błędny ściąga,
Bierz, kogo zechcesz, nie mam chęci fukać;
Kwita z Hortensyem: pójdę innej szukać (wychodzi).


SCENA II.
Przed domem Baptysty.
(Baptysta, Gremio, Tranio, Katarzyna, Bianka, Lucencyo i Służba).

Baptysta  (do Trania). Signor Lucencyo, dziś, wedle umowy,
Miał ślub się odbyć mojej Katarzyny,
Lecz ani słychu o mym przyszłym zięciu.
Jak nam urągać świat się będzie cały,
Gdy nadaremnie kapłan będzie czekał
Z błogosławieństwem na młodego pana!
Na hańbę naszą co mówi Lucencyo?
Katarz.  Ta hańba na mnie jedną tylko spada.
Ty mnie zmusiłeś, mimo mego serca,
Rękę pustemu oddać wietrznikowi,
Który się spieszył, gdy szło o konkury,
Ale do ślubu używać chce wczasu.
Czy nie mówiłam, że to postrzeleniec,
Szczeroty płaszczem słoniący szyderstwo?
By sobie zjednać żartownisia sławę,
Tysiącom panien dzień ślubu oznaczy,
Sprosi przyjaciół, da na zapowiedzi,
Choć o małżeństwie ani mu się nie śni.