Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   211   —

Lucencyo.  Idźmy! Rzecz jedna jeszcze pozostaje,
Której się, Tranio, ty sam podjąć musisz:
Ty będziesz jednym z liczby zalotników.
Nie pytaj, proszę, jakie mam powody,
Dość, że ci powiem, iż wielkiej są wagi. (Wychodzą).
1 Sługa  (do Slaja). Drzymiesz, mój panie, komedyi nie słuchasz.
Slaj.  Na świętą Annę, najuważniej słucham.
Piękna to sprawa. Czy jeszcze nie koniec?
1 Sługa.  Ledwo początek.
Slaj.  Moja pani żono,
Wyznaję, jest to nie lada robota;
Pragnąłbym jednak, żeby się skończyła.


SCENA II.
Padwa. — Przed domem Hortensya.
(Petruchio i Grumio).

Petruchio.  Moja Werono, żegnam cię na chwilę,
Dziś w Padwie moich odwiedzam przyjaciół,
A przed wszystkimi dobrego Hortensya,
Co mi dał tyle dowodów miłości.
To jest dom jego, jeśli się nie mylę.
No, dalej, Grumio, grzmoć mi z całej siły!

Grumio.  Grzmocić, panie? kogo mam grzmocić? czy kto uchybił wielmożnemu panu?
Petruchio.  Hultaju, dobre daj mi tu grzmocenie!
Grumio.  Dać tu panu dobre grzmocenie? Jakto, panie? Cóż ja jestem, panie, abym śmiał panu dobre dać grzmocenie.

Petruchio.  Mówię, hultaju, grzmoć dobrze w tę bramę,
Albo inaczej ja ci grzbiet wygrzmocę.
Grumio.  Pan mój kłótliwy; gdybym go wygrzmocił,
Wiem dobrze, coby spotkało mnie potem,
Petruchio.  Co, nie chcesz? dobrze, to ja zacznę grzmocić,
Zobaczę, w jakim tonie sol, fa śpiewasz.

(Ciągnie go za uszy).

Grumio.  Rety, o, rety! toć pan mój szaleje.