Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/220

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    —   210   —

    Jestem ci moje winny posłuszeństwo,
    Bo przy odjeździe mówił mi twój ojciec:
    „Dla mego syna bądź zawsze usłużny“,
    Chociaż to w innem mówił rozumieniu;
    Więc dla miłości mojego Lucencya
    Chętnie Lucencya podejmę się roli.
    Lucencyo.  Zrób tak, Lucencyo bowiem zakochany
    Jest niewolnikiem na wszystko gotowym,
    Aby dziewicę posiąść, której widok
    Zabrał w niewolę ranne jego serce.

    (Wchodzi Biondello).

    Otóż Biondello. — Gdzieś ty był, hultaju?
    Biondello.  Gdzie byłem, mniejsza; gdzieś ty jest, mój panie?
    Czy płaszcz twój ukradł kolega mój, Tranio,
    Albo, czy jego ty ukradłeś, panie,
    Lub czyście razem okradli się oba?
    Co się to znaczy? co to za nowości?
    Lucencyo.  Słuchaj, hultaju, nie na żart to czasy,
    Postępowanie stosuj więc do czasu.
    Żeby me życie uratować, Tranio
    Wziął moją odzież i mnie zastępuje,
    A ja, z potrzeby jego wziąłem miejsce,
    Bo w nagłej kłótni, na brzeg wysiadając,
    Zabiłem męża, lękam się odkrycia.
    Służ mu więc wiernie, ja bowiem, bez zwłoki
    Muszę ucieczką życie me ratować.
    Czy mnie rozumiesz?
    Biondello.  Ja? nie, ani słowa.
    Lucencyo.  A przedewszystkiem wygnaj z twych ust: Tranio;
    Bo Tranio dziś się na Lucencya zmienił.
    Biondello.  Więc szczęść mu Boże! tem lepiej dla niego,
    I ja też chciałbym na jego być miejscu.
    Tranio.  Przystałbym na to, gdyby tym sposobem
    Lucencyo córkę Baptysty otrzymał.
    Teraz, nie dla mnie, lecz przez wzgląd na pana
    Pomiędzy ludźmi prowadź się uczciwie:
    Sam na sam, chętnie jestem z tobą Tranio,
    Ale śród ludzi ja twój pan, Lucencyo.