Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
244
CYMBELIN.

Jachimo. Kominek się mieści
Od strony południowej; nad kominkiem
Dyana w kąpieli. Nie widziałem figur,
Któreby same tak się tłumaczyły.
Artyzm naturą stał się, choć milczącą;
Ba, poszedł dalej nawet, chociaż musiał
Ruchu i tchnienia zrzec się.
Postumus. I to jednak
Mogłeś od innych słyszeć. Głośną była
Moja Dyana.
Jachimo. Rzeźbiona powała
Roi się od Cherubów. Zapomniałem
Rzec ci o wilkach jeszcze przed kominkiem.
Są to dwa srebrne, skrzydlate amorki,
Każdy dotyka ziemi jedną nogą
I o pochodnię opiera się z gracyą.
Postumus. I to jest honor!
Być może, wszystko to widziałeś, (pamięć
Masz doskonałą!) ależ, abyś wygrał,
Nie dosyć jeszcze wiedzieć, jak wygląda
Sypialna jej komnata.
Jachimo. A więc zblednij!

(Wydobywa naramiennicę).

Jeżeli łaska, spojrzyj na ten klejnot.
Chowani go znowu, niechaj się połączy
Z twoim pierścieniem. Oba mą własnością.
Postumus. Na Zeusa! Jeszcze raz niech się popatrzę.
Więc to ta sama jest naramiennica,
Którą jej dałem?
Jachimo. Dzięki jej, ta sama.
Zdjęła obrożę, jeszcze dziś to widzę;
A z jakim wdziękiem dała mi ją! Wdzięk ten
Przyćmił i podniósł dla mnie wartość daru.
Dając, przyznała, iż niegdyś ów klejnot
Drogim był dla niej.
Postumus. Zdjęła go, być może,
Lecz by mnie przysłać.
Jachimo. Tak? Zajrzyj do listu.
Postumus. Nie, nie, to prawda. Weź-że i to razem!

(Daje mu pierścień).

[trzę. i