Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
180
TROILUS I KRESYDA.

Achilles. W którym-że punkcie jego ciała, bogi,
Ja mam go zabić: tu, tu, czy też ówdzie,
Abym mógł rany oznaczyć siedlisko,
Abym szczelinę wskazać mógł, którędy
Duch jego ujdzie? Odpowiedzcie, bogi!
Hektor. Zuchwalcze! Bogom nie wypada może,
Przyjmować takich pytań. Słuchaj jeno:
Chcesz-że mnie życia pozbawić tak snadnie,
Iż nawet z góry punkt pragnąłbyś wskazać,
W który ugodzi śmierć?
Achilles. Właśnie chcę tego.
Hektor. Gdyby przemawiał z ciebie głos wyroczni,
Jeszcze nie dałbym ci wiary. Uważaj,
Bo na kowala, co kuł hełm Maworsa,
Zewsząd zabójcze zadam tobie ciosy.
Wy, mądrzy Grecy, chwalby mej nie gańcie,
Bo z jego pychy to szaleństwo płynie!
Lecz słowom moim niechaj czyn dopisze,
Albo niech wprzódy...
Ajaks. Uspokój się, bracie!
Ty zaś, Achilu, powstrzymaj pogróżki,
Nim je chęć twoja, albo losu, spełni.
Wszak co dzień możesz użyć na Hektorze,
Ile zapragniesz; boję się jedynie,
Iż cała Grecya nie potrafi ciebie
Skłonić do tego, byś starł się z Hektorem.
Hektor. Dajże obaczyć raz już siebie w boju.
Mizerna walka, odkąd w niej nie bierzesz
Udziału.
Achilles. Zrobię, jak żądasz, Hektorze!
Jutro mnie ujrzysz, niż śmierć, groźniejszego.
Dziś przyjaciółmi bądźmy.
Hektor. Daj mi rękę!
Agamemnon. Do mych namiotów wprzód, książęta greccy,
Chodźmy wieczerzać. Potem, po wieczerzy,
Każdy ugościć może go, jak pragnie
I jak pozwoli na to czas Hektora.
Teraz niech bębnów i surm gędźba dzika
Zabrzmi, by uczcić gościa-Trojańczyka!

(Wychodzą wszyscy z wyjątkiem Troiła i Ulissesa).