Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
215
AKT PIĄTY. SCENA DRUGA.

Kasyusz. Na wieczne czasy żegnam cię, Brutusie!
Jeśli nam jeszcze przyjdzie się zobaczyć,
Zamienim uśmiech, jeżeli przeciwnie,
Zaprawdę w poręśmy się pożegnali.
Brutus. Idźmy więc. Gdyby można było wiedzieć
O końcu tego dnia, nim się on skończy!
Że się on skończy jednak, to rzecz pewna,
Zatem wiadomy koniec. Dalej! naprzód!

(Wychodzą).
SCENA DRUGA.
Tamże. Plac bitwy.
Wojenna wrzawa. Wchodzą BRUTUS i MESSALA.

Brutus. Spiesz się co tchu oddać to pismo legionom
Po tamtej stronie.

(Głośniejsza wrzawa).

Niech natychmiast natrą,
Bo Oktawiusza skrzydło, jak uważam,
Powolnie działa. Nagły atak rzuci
Między nich popłoch. Spiesz co tchu, Messalo,
I każ im wszystkim uderzyć odrazu.

(Wychodzą).
SCENA TRZECIA.
Tamże. Inna część pola bitwy.
Wrzawa wojenna. Wchodzą KASYUSZ i TYTYNIUSZ.

Kasyusz. Patrz, Tytyniuszu: patrz, łotry, pierzchają!
Musiałem zostać wrogiem własnych ludzi.
Chorąży mego legionu tył podał:
Przebiłem tchórza i wziąłem chorągiew.
Tytyniusz. Za wcześnie Brutus dał sygnał; za żywo
Wziął się do rzeczy, zyskawszy przewagę
Nad Oktawiuszem; żołnierz jego poszedł
Rabować; myśmy tymczasem zostali
Przez Antoniusza wojsko otoczeni.