Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
204
JULIUSZ CEZAR.

Kasyusz. Oddal się, dobry człowieku.

(Wychodzi Poeta).
(Wchodzą Lucyliusz i Tytyniusz).

Brutus. Idź, Lucyliuszu, i ty Tytyniuszu,
Kazać dowódzcom przygotować nocleg
Dla wojsk nadeszłych.
Kasyusz. I wróćcie tu zaraz
Z Messalą.

(Wychodzą Lucyliusz i Tytyniusz).

Brutus. Chłopcze, przynieś puhar wina.
Kasyusz. Nie spodziewałem się nigdy, Brutusie,
Abyś mógł być tak gniewnym.
Brutus. O, Kasyuszu,
Gdybyś znał wszystkie moje utrapienia!
Kasyusz. Gdzież się podziała twoja filozofia,
Skoro chwilowym troskom się poddajesz?
Brutus. Nikt smutków lepiej odemnie nie znosi.
Porcya nie żyje.
Kasyusz. Co! Porcya?
Brutus. Nie żyje.
Kasyusz. Dlaczegożeś mię nie zabił na miejscu,
Kiedym ci przyszedł w takiej chwili drażnić!
O niepowrotna, opłakana strato!
Na cóż umarła? co spowodowało
Tę śmierć tak nagłą?
Brutus. Niespokojność o mnie,
A przytem rozpacz, że młody Oktawiusz
Oraz Antoniusz przyszli do takiego
Stopnia potęgi; jednocześnie bowiem
Wieść ta mię, doszła z wieścią o jej śmierci.
To ją dotknęło tak, że w obłąkaniu,
Pod nieobecność sług połknęła ogień...
Kasyusz. I tak umarła?
Brutus. Tak.
Kasyusz. O, nieśmiertelni!

Lucyusz wchodzi z winem i światłem).

Brutus. Nie mówmy o niej. Dobrze, daj tu puhar:
W nim wszelką niechęć pogrzebiem, Kasyuszu.

(Pije).