Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
205
AKT CZWARTY. SCENA TRZECIA.

Kasyusz. Szlachetny toast ten łechce mi serce;
Lucyuszu, napełń czarę aż po brzegi.
Pijąc za zdrowie mojego Brutusa,
Nie mogę wypić zawiele.

(Pije).
(Wchodzi Tytyniusz z Messalą).

Brutus. Wnijdź, Tytyniuszu; witaj nam Messalo!
Siądźmy tu teraz razem przy tej świecy
I radźmy, co nam pozostaje czynić.
Kasyusz. Już cię więc nie ma, Porcyo!
Brutus. Przestań, proszę.
Siądźcie panowie. Odebrałem właśnie
Wieść, że Oktawiusz i Marek Antoniusz
Z ogromną siłą przeciwko nam ciągną,
I ku Filipom kierują swój pochód.
Messala. I ja przed chwilą odebrałem listy
Podobnej treści.
Brutus. Z jakimże dodatkiem?
Messala. Z tym, że Oktawiusz, Antoniusz i Lepid
Stu senatorów skazali na gardło.
Brutus. W tym punkcie nie są zgodne nasze listy.
W moich jest mowa o siedemdziesięciu,
Którzy zginęli skutkiem ich proskrypcyi.
W liczbie tych był i Cycero.
Kasyusz. Cycero!
Messala. Tak jest, Cycero padł z innymi razem.
Nie miałżeś, wodzu, listów od swej żony?
Brutus. Nie miałem.
Messala. I nic ci o niej nie piszą?
Brutus. Nic.
Messala. To mnie dziwi.
Brutus. Dlaczegóż mnie badasz?
Miałżebyś o niej co wiedzieć?
Messala. Nie, wodzu,
Nic nie wiem.
Brutus. Jeśli jesteś Rzymianinem,
Powiedz mi prawdę.
Messala. Znieśże, wodzu, prawdę
Jako Rzymianin. Zona twa umarła,
I to sposobem nadzwyczajnym.