Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
168
JULIUSZ CEZAR.

Lwica wśród miasta porodziła młode.
Groby stanęły otworem i z głębi
Podziemnych ciemnic wyrzuciły zmarłych.
Ogniem ziejące wojska, ustawione
W roty i hufce, jak zwykle na wojnie,
Walczyły z sobą zawzięcie na chmurach,
Tak, że aż krew się lała na Kapitol,
Zgiełk bitwy dawał się słyszeć w powietrzu,
Konie parskały, jęczeli ginący,
A widma snuły się pośrodkiem ulic
Hucząc i kwiląc. Wszystko to, Cezarze,
Przechodzi zwykły bieg rzeczy i musi
Przejmować trwogą.
Cezar. Któż uniknie kresu,
Komu go wola bogów naznaczyła?
Dlatego wyjdzie Cezar: bo te wszystkie
Złowrogie znaki tak dobrze się mogą
Całego świata tyczyć, jak Cezara.
Kalpurnia. Gdy nędzarz kona, nie świecą komety;
Niebo płomieni się przed śmiercią książąt.
Cezar. Lękliwy stokroć umiera przed śmiercią;
Mężny kosztuje jej tylko raz jeden.
Ze wszystkich dziwów, o których słyszałem,
To mi się zdaje być najosobliwszem,
Że ludzie boją się śmierci i szemrzą
Na to, że ona będąc nieuchronną,
Musi przyjść kiedyś.

(Wchodzi sługa).

Cóż augurowie?
Sługa. Augurowie proszą,
Abyś dziś, Panie, nie opuszczał domu.
W rozprutem wnętrzu zabitej ofiary
Nie mogli znaleść serca.
Cezar. Snać bogowie
Chcą tym sposobem zawstydzić tchórzostwo.
Byłby i Cezar bydlęciem bez serca,
Gdyby z bojaźni w domu dziś pozostał.
Nie, tak nie będzie.
Niebezpieczeństwo wie dobrze, że Cezar