Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
169
AKT DRUGI. SCENA DRUGA.

Niebezpieczniejszy jest od niego. Myśmy
Dwa lwy bliźnięce w jednym dniu zrodzone,
A ja i starszy jestem i straszniejszy:
Dlatego wyjdzie dziś Cezar.
Kalpurnia. O, Panie!
Ufność zbyteczna usypia twą mądrość.
Nie wychodź dzisiaj: niech cię w domu wstrzyma
Nie twoja własna, ale moja bojaźń.
Marek Antoniusz pójdzie do senatu
I powie, że się czujesz dziś niezdrowym;
Błagam cię o to na kolanach.
Cezar. Dobrze:
Marek Antoniusz powie, żem niezdrowy,
I kaprysowi twemu dogadzając,
Zostanę w domu.

(Wchodzi Decyusz).

Oto Decyusz Brutus,
Ten im obwieści me postanowienie.
Decyusz. Wszelkich powodzeń, Cezarze! Dzień dobry,
Wielki Cezarze! Przychodzę tu celem
Towarzyszenia ci do Kapitolu.
Cezar. W sam czas przychodzisz, abyś senatorom
Uprzejme moje zaniósł pozdrowienie
I uwiadomił ich, że dziś nie przyjdę
Do Kapitolu. Nie przyjdę, bo nie chcę.
Fałszem byłoby mówić, że nie mogę,
A większym jeszcze powiedzieć, że nie śmiem.
Nie chcę przyjść, tak im powiedz mój Decyuszu.
Kalpurnia. Powiedz, że Cezar słaby.
Cezar. Nie, to kłamstwo;
Cezar nie kłamie. Natożem rozpostarł
Zwycięskie ramię moje tak szeroko,
Abym się lękał siwobrodym starcom
Prawdę powiedzieć? Powiedz im Decyuszu,
Że Cezar nie chce przyjść.
Decyusz. Wielki Cezarze,
Racz mi objawić przyczynę, ażebym
Donosząc o tem, nie został wyśmiany.
Cezar. Przyczyna tego leży w woli mojej.
Nie chce przyjść, to dość dla zaspokojenia