Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
167
AKT DRUGI. SCENA DRUGA.

Brutus. Coś, co powrócić może chorym zdrowie.
Ligaryusz. Ale czy nie ma tylko takich zdrowych,
Którychby trzeba przywieść o chorobę?
Brutus. Są, mój Kajuszu. Wyłuszczę ci bliżej
Rzecz, całą, skoro iść będziem do kogoś,
Kogo się głównie ta sprawa dotyczy.
Ligaryusz. Wyślij twą nogę naprzód, a ja moją
Z zapałem krok w krok powiodę do czynu,
Którego nie znam, ale dość mi na tem,
Że Brutus wzywa mnie do niego.
Brutus. Pójdź więc.

(Wychodzą).
SCENA DRUGA.
Tamże, komnata w pałacu Cezara.
Grzmoty i błyskawice. CEZAR w nocnem ubraniu wchodzi.

Cezar. Niebo i ziemia szalały tej nocy;
Trzy razy przez sen krzyknęła Kalpurnia:
„Hola! ratunku! Chcą Cezara zabić!“
Jest tam kto?
Sługa (wchodzi). Jestem, Panie.
Cezar. Zarządź kapłanom ofiary i spiesznie
Wracaj mi donieść o skutku ich wieszczby.
Sługa. Stanie się temu zadość.

(Wychodzi).

Kalpurnia (wchodząc). Ja kto, Cezarze, chcesz wyjść? Dziś przynajmniej
Pozostań w domu.
Cezar. Wyjdzie z domu Cezar.
Złe zawsze tylko z tyłu mi groziło;
Skoro spojrzało Cezarowi w oczy,
Pierzchło natychmiast.
Kalpurnia. Nigdym ja tak wielkiej
Do złych wróżb wagi nie przywiązywała,
Jak dziś; dziś one dreszczem mnie przejmują.
Opowiadał mi właśnie jeden sługa
Okropne rzeczy, które oprócz tego,
Cośmy słyszeli sami i widzieli,
Wartom tej nocy miały się objawić: