Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Dlaczegoż tutaj jesteście sami? badał nieznajomy.
— Ponieważ nasza matka umarła, odrzekł Jakób, a ojca uprowadzili żandarmi: nie mamy więc żadnego schronienia i dla tego jesteśmy sami
— Dla czego mój chłopcze, ojca waszego uprowadzili żandarmi?
— Nie wiem; być może dla tego żeby mu dać chleba, bo go wcale nie mieliśmy, odparł Jakób.
— Któż więc dawał jeść tobie i twemu bratu?
— Żebraliśmy; rzekł Jakob, wprawdzie dawali nam nie wiele, ale to jednak starczyło dla Pawła.
— A czy i ty byłeś syty?
— Nie, odpowiedział z uśmiechem, nic to przecież nie szkodzi, choć nie jadam po kilka dni, wszak jestem już duży.
Nieznajomego niezmiernie wzruszyła ta braterska i tak czuła miłość a ponieważ posiadał szlachetne serce, postanowił zabrać ze sobą dzieci i odprowadzić je do najbliższej wioski. Miał nadzieję, ze znajdzie tam jaką litościwą duszę, która przyjmie opuszczonych, za powrotem zaś swoim obmyśli środki w jaki sposób mógłby im dopomódz. Być może, ze do tego czasu odnajdą swego ojca, lub on ich odnajdzie.
— No Jakóbie, rzekł czy pójdziesz ze mną. Będę się tobą opiekował.
— A Pawłem? zapytał malec.
— Paweł także pójdzie z nami. Nie rozdzielę