Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odjeżdżamy natychmiast, pozwolisz pan jednak, ze parę słów powiem Elfy...
Moutier zbliżył się do narzeczonej i coś jej opowiadał bardzo wesołego, bo się nie mogła powstrzymać od śmiechu.
Rzeczywiście przybycie generała na pół ubranego, w koszuli, bez surduta a to siedzącego na ośle za innym czkowiekiem wywołało wielkie we wszystkich zdziwienie a cóż dopiero wówczas, gdy Moutier opowiedział o szczegółach ich komicznej pieszej przechadzki.
Generał stał na środku pokoju, z założonemi w tył rękami, i coraz bardziej łagodniał; twarz przybierała wyraz dawnej łagodności i dobroci.
— Mój dobry, mój poczciwy Moutier, rzekł nakoniec, przebacz mi ten niewczesny wybuch gniewu. Nie byłem widocznie przy zdrowych zmysłach; w powozie daleko prędzej pojedziemy. Rzeczywiście twój pomysł doskonały, wyśmienity.
Generał po raz drugi pożegnał się z obu siostrami, poczem uścisnął rękę Moutier, który jednak nie czuł do niego żadnej urazy i owszem pomógł mu do ubrania się i podparł wreszcie ramieniem gdy generał wdrapywał się do powozu.
Skoro nareszcie wyjechali ze wsi, Moutier zapytał generała, dla czego nie czekał na jego powrót i z jakiego powodu znalazł się znowu w oberży pod Aniołem Stróżem?
— Mój kochany, odpowiedział generał, kiedy się obudziłem i kiedy ujrzałem że jestem sam,