Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiać takie komedye? Pozwolić, żebym sam jeden, jak błazen, spał pod drzewem. Podejść w sposób najhaniebniejszy udając znużenie a potem uciec zostawić na ludzkiej opatrzności, kiedy zasnąłem bezpiecznie. Powiedz otwarcie, szczerze, czy to się godzi, czy to szlachetnie?
— Panie generale...
— Bez wykrętów. Żądam stanowczej i natychmiastowej odpowiedzi.
— Jakimże sposobem wytłumaczę się, gdy mi pan nie pozwalasz przyjść do słowa, rzekł Montier.
— Mów pan, panie feldfeblu. Bardzo proszę. No, mówże pan, słucham.
— Powiem panu krótko panie generale. Kiedym przekonał się, że jesteś pan bardzo a bardzo znużony, skorzystałem ze snu pańskiego...
— I uciekłeś. Do licha, o tem przecież wiem doskonale.
— Przepraszam...
— Co mi tam przeproszenie...
— Nie uciekłem, ale...
— Kto inny za ciebie uciekał... Wielka szkoda że nie powiesz, iż to ja właśnie opuściłem miejsce spoczynku...
— Kiedy mówić nie mogę...
— Nie bronię, nie bronię... Bardzo proszę... No słucham.
— Otóż nie uciekłem tylko udałem się do pobliskiej wioski dla najęcia powozu. I znalazłszy takowy przyjechałem aż tutaj, żeby pana zabrać.