Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


radził, aby na chwilę spoczęli w cieniu pod drzewem, ale generał nie zgodził się na to, zdjął nawet kapelusz, a otarłszy czoło z potu, rzekł:
— Nadzwyczajny upał. Od czasów kampanii w Sebastopolu, jeszcze nie byłem w takim ogniu. Piekielne gorąco, a nigdzie żadnego schronienia. Mam wielką chęć zdjąć ze siebie surdut, jest ze zbyt grubego sukna i dla tego nadzwyczaj ciężki.
— Niech mi go pan da, będę niósł, to zawsze wielka różnica.
— O! na to nigdy nie pozwolę.
Generał stanowczo wzbraniał się przyjąć propozjcyi Moutier, a potem znowu zaczął narzekać na nieznośny upał.
— Dajże mi pan swój surdut, odezwał się Moutier, będzie panu daleko lżej.
— Do pioruna, jeżeli mnie on cięży, to i dla ciebie nie będzie lekki.
— Jeszczem się nie znużył, bo nie przechodziłem tyle stopni, aby dojść aż do rangi generała, więc nie czuję tak bardzo ciężaru.
— Gadasz, abyś gadał, a wiesz dobrze, że jesteś młody i dzielny, więc i siły masz większe, odparł generał urażony.
— Przepraszam pana, wiem bardzo dobrze jakie to trudy połączone są ze stopniem feldfebla, a cóż dopiero wówczas, gdy ktoś własną szablą wywalczy sobie stopień generała.
Generał spojrzał ze śmiechem na Moutier,