Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wła, ale płakał, bo mu było zimno. Wówczas przypomniałem sobie co mi mawiała często matka:
— Módl się do Najświętszej Panny Maryi a ona cię nie opuści.
Modliłem się, jakoż Ona to podała mi myśl żeby zdjąć kaftanik i okryć nim ramiona i piersi Pawła i żeby położyć się przy jego nogach, bo tym sposobem cokolwiek go ogrzeję. Wkrótce też usnął; byłem kontent i nie poruszałem się wcale z obawy, żeby go nie obudzić; dziękowałem Matce Boskiej, prosząc zarazem, aby nam nazajutrz dostarczyła śniadania, bo byłem bardzo głodny i dla Pawła nic już zgoła nie miałem. Popłakawszy trochę, usnąłem. I najniezawodniej to Matka Boska zesłała nam ciebie, kochany panie, i poprowadziła tutaj aż do dębu; o Ona jest bardzo dobra a moja matka zawsze mówiła:
— Jeżeli czego potrzebujesz, proś o to Matki bożej a zobaczysz, że Ona cię wysłucha.
Nieznajomy nic nie odpowiadał, tylko silniej ścisnął za rękę Jakóba i w milczeniu szli obok siebie. Wkrótce spostrzegł, że Jakób coraz bardziej zwalnia kroku.
— Czyś znużony kochany chłopcze, rzekł z dobrocią.
— O mogę jeszcze iść; jak przybędziemy do wsi, odpocznę sobie.
Jednakże podróżny wziął go na ręce dodając: