Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Tym sposobem pójdziemy prędzej.
— Ja jestem ciężki, odparł Jakób.
— Nie troszcz się zgoła o to, moje dziecię, rzekł nieznajomy z uśmiechem. Daleko większe dźwigałem ciężary, gdy byłem w wojsku, podczas wojny.
— Pan byłeś żołnierzem? zapytał Jakób Ale przecież nie byłeś pan żandarmem?
— Nie, nie byłem żandarmem. Powracam obecnie do domu, ponieważ wysłużyłem przepisane lata.
— Jak się pan nazywasz? zapytał z ciekawością Jakób.
— Nazywam się Moutiér.
— Moutiér, powtórzył chłopiec, nie zapomnę nigdy tego nazwiska.
— I ja równie nie zapomnę twojego, mój kochany Jakóbie, upewniał go podróżny. Jesteś dzielny chłopiec i dobry brat.
Od chwili, kiedy Jakóba wziął na ręce nieznajomy, zaczęli iść przyspieszonym krokiem i wkrótce nasi podróżni dotarli do wsi, na wstępie której stała piękna oberża. Ujrzeli nawet oczekującego w progu gospodarza.
— Czy mógłbym odpocząć u pana z temi dwoma chłopcami i moim psem, zapytał Moutiér oberżystę.
— Przyjmuję chętnie ludzi, odpowiedział tenże, ale zwierząt nigdy.
— W ten sposób ani ja, ani moi chłopcy nie