Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Co pani żądasz? pytał o wiele łagodniejszym tonem.
— Chciałabym z panem rozmówić się na chwilę, a głównie pragnęłabym zasięgnąć pańskiej rady co do naszego wesela.
— To bardzo pięknie z twej strony, droga Elfy, odparł generał.
— Skoro się drzwi otworzyły, sędzia śledczy i Moutier ukryli się po za niemi.
Generał przenikliwem spojrzeniem obrzucił zupełnie pustą izbę gościnną i nie widząc nikogo zgodził się z uśmiechem na wysłuchanie jej prośby, wchodząc do izby, ale zarazem pozostawiając od pokoju drzwi otwarte, gdyż było bardzo gorąco.
— Pozwoli pan, że na chwilę przerwę mu jego samotność, zaczęła Elfy, siadając na kanapie, obok generała, a to stosownie do jego życzenia. Pan to, dzięki jego dobroci, doprowadziłeś do skutku nasze połączenie i jak sobie pomyślę, że bez wdania się Józefa, niezawodnie ci łotry byliby pana zamordowali... Bo przecież to nie ulega wątpliwości, że chciano pana generała zamordować!
— O najniezawodniej! Byliby mię zarżnęli jak baranka.
— Nie opowiedziałeś pan nam jednak szczegółów tej straszliwej zbrodni, rzekła znowu Elfy, nie rozumiem głównie tego, dla czego ci nędznicy chcieli pana pozbawić życia i w jaki to sposób zawładnęli pańską osobą?