Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nie zmusi mnie do powrotu i do wyrzeczenia choćby jednego wyrazu o tem łotrze.
— Milcz pan i oddal się ztąd.
— Dobrze, odchodzę, odrzekł generał, ale pan sam wkrótce pożałujesz tego, gdy się w bardzo niewygodnem znajdziesz położeniu.
Poczem włożył kapelusz i skierował się ku drzwiom. W tej chwili wszedł Moutier, usunął mu się z uszanowaniem, czyniąc zwykłe honory wojskowe dodając: Przepraszam pana, panie generale. Ten ostatni jednak wyszedł nie wyrzekłszy ani słowa.
Sędzia zdumiony zapytał:
— Kto pan jesteś?
— Jestem Moutier, główny świadek w tej sprawie, panie sędzio; jestem właśnie tym, który strzałem z pistoletu zranił w nogę złoczyńcę, jego spólnika obalił pięścią na ziemię, a żonę Bourniera poczęstował należycie kułakiem.
— Miarkuj się pan w wyrażeniach, rzekł znowu sędzia... nie wiem w rzeczywistości jak pan możesz... Ale, ale, któż to jest ten gruby jegomość?
— To jenerał Durakin, mój jeniec wojenny, którego ... teraz muszę sobie psuć głowę nad tem, jak nazwać tych... ale tak jest, są oni złoczyńcami i łotrami. Otóż te łotry chciały zabić generała, gdyby nie to, że przybiegłem mu prawie cudem z pomocą ...
— Co? ten pan jest generałem. Biegnijże pan