Strona:Dar tęczowy.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 7 —

Zastał wszystkich przy stole. Mała siostrzyczka Lucia uderzała łyżką o talerz i wołała cienkim głosikiem: Jeść! Matka płakała cicho i nie dotykała jedzenia, a ojciec, nachyliwszy się nad płaczącą, mówił:
— Nie martw się! Brat twój przy Bożej pomocy przepłynie dalekie morza bez wypadku i napewno stanie się tam uczciwym i pracowitym człowiekiem.
— Daj to Boże! — odpowiedziała matka Zbyszka — ale pomyśl sam, toć to rok już minął od jego wyjazdu i ani słówka wiadomości. Może już nie żyje!
— Aha! — pomyślał Zbyszek, — to z pewnością mowa o mym wuju Jerzym, który w dalekie pojechał kraje.
— Mamo, — zapytał, zwracając się do zasmuconej, — czy można płakać z radości?
— Skąd ci to przyszło do głowy? — spytała ze zdziwieniem.
— Przyszło to niespodzianie, — odpowiedział, nie chciał bowiem, sam nie poj-