Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czego może doprowadzić przedsiębiorstwo. Człowiek lekkomyślny, — a ty robisz świetne interesy.
POWSINOWSKI. (Mruga oczyma). Ja? Jakim cudem?
HEYST. Kazałeś staremu Hufnaglowi tańczyć shimmy, izraelita wyciągnął stąd wniosek, że amerykanie kupują place, w dwadzieścia minut później, sprzedaliśmy tereny w Paluchu, z zyskiem pięćdziesiąt dziewięć miljonów ośmset siedmdziesiątdziewięć tysięcy.
POWSINOWSKI. (Wzdycha). A to jeszcze nie wszystko.
HEYST. Po co?
POWSINOWSKI. Bo prócz tego wpłynęło w gotówce marek polskich dwa miljony sześćset tysięcy i niemieckich dziewięćset tysięcy.
HEYST. Skąd?
POWSINOWSKI. Z Grudziądza a właściwie z Gdańska.
HEYST. Co to ma znaczyć?
POWSINOWSKI. Była tu pewna dama. Owszem, owszem tip — top, smart, very smart, ale right.
HEYST. Kto?
POWSINOWSKI. Pani Ewa Heyst, twoja pierwsza żona? Nieboszczyk Fingerhut umarł, ona gwiżdże na pieniądze, prosi o męża, chce ci wytoczyć proces o dwużeństwo.
HEYST. Co ty pleciesz człowieku!
POWSINOWSKI. Nie ja tylko ona! Jakieś świadectwa, paragrafy, komplikacje...
HEYST. Ależ ona nie ma najmniejszego prawa.
POWSINOWSKI. To nic, że nie ma prawa. Gdyby miała prawo, to by nie było o czem gadać, a tak —