Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chylił się i spojrzał pod Miko. Potem pod stół. Więcej mebli nie było.
Znowu wziął do ręki rysunek i spojrzał pod światło. Wyjął następnie z tylnej kieszeni spodni browning, sprawdził bezpiecznik i położył rewolwer na taburecik. Wyciągnął się na łóżku i zapalił. Do pokoju, w czasie jego nieobecności, an przez okno, ani przez drzwi nikt nie mógł przeniknąć. To jasne. Chyba użyto drugiego klucza od drzwi lub wytrychu. Była również i druga ewentualność. Papier mógł położyć na stole ktoś z ludzi, przychodzących w obecności Clarka, który mógł nie zauważyć tego. Było ich tutaj tylko trzech. Murri — nie wchodzi w rachubę. Połozowa? Również. Urtabajew?...
Źle spał, przeszkadzały komary.