Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


leci ich czworo: czwarty pasażer był nader rozmownym o jasnych wąsach.
Dowiedziawszy się, że jego towarzysze podróży są cudzoziemcami i inżynierami, rosjanin wszelkiemi sposobami usiłował wyrazić im swą życzliwość. Poprowadził ich natychmiast w stronę wielkich trójmotorowych samolotów, uszeregowanych rzędem na skraju olbrzymiego pola. Objaśniał im coś po rosyjsku, wstawiając do każdego zdania jedno niemieckie słowo, które ze szczególnym uporem powtarzał kilka razy.
Barker nabrał przekonania, że jest to przedstawiciel firmy lotniczej, który wziął ich za przemysłowców cudzoziemskich i namawia do kupienia u niego aeroplanu.
Dla Clarka było jasnem, że Barker prawi głupstwa, nie chciał jednak mieszać się do pogawędki. Doświadczenia jego podróży od Niegorełoje do Moskwy już go pouczyły, że rosjanin zoczywszy cudzoziemca, nawet gdyby nie znał jego języka, bezwarunkowo zechce mu pokazać zdobycze swego kraju. Ten, niechybnie, starał się im wyjaśnić, jakich samolotów nauczył się budować jego kraj.
Nadszedł człowiek z chorągiewką i poprowadził za sobą pasażerów. Jednomotorowy aeroplan czekał, gotowy do lotu. Był to także samolot konstrukcji sowieckiej.
Barker zrzędził, wyrażając swe niedowierzanie sowieckim maszynom i żałował, że nie pojechali pociągiem. Śmigło opisało koło i zamieniło się w huczący dysk.