Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do nowojorskiego ogrodu zoologicznego i nieprzyzwyczajonych do kamiennych pudeł mieszkalnych: aby nie uciekli, buduje się im na wolnem powietrzu, w ogrodzie, specjalne namioty, jak w ojczyźnie, w Afryce.
Clarke zauważył, że porównanie nie jest zupełnie trafne: Kafrów zmusza się, by mieszkali w namiotach słomianych, — czy chcą czy nie chcą, — nie dlatego, że nie mogą przywyknąć do mieszkań amerykańskich, a dlatego, że publiczność za tę egzotykę płaci.
Murri z tem się zgodził, dodał jednak, że są i tacy, którzy wolą mieszkać w namiocie.
— Otóż właśnie, restauracja ta jest naszym namiotem, zbudowanym dla nas, jako przybyłych z burżuazyjnego klimatu i nie pragnących przyzwyczaić się do miejscowego. Zarezerwowali dla nas sto metrów kwadratowych posadzki i sto metrów sześciennych przetangowanego, alkoholowego powietrza i powiedzieli: „Oto wasz rodzimy grunt i europejski klimat, jeżeli bez niego obejść się nie możecie. Oddychajcie nim wieczorami dowoli, jeśli za to będziecie lepiej pracować, a za walutę waszą kupimy kilka maszyn“. W ten sposób więc, żyjemy w tym hotelu, jakby pod szklanym kloszem, chronieni od nagłych przemian miejscowego klimatu. Należy dodać: tutejsi ludzie są natyle taktowni, że nie przychodzą patrzeć na nas i na nasz namiot.
Clarke rzucił wzrokiem na tańczące pary. Wydało mu się dziwnem to, co mówił Murri i ze zdziwieniem zapytał, czy nie próbuje się tutaj prowadzić