Strona:Bruno Jasieński - Człowiek zmienia skórę.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wrócił do hotelu głody i zmęczony. W hotelu powiedzieli, że auto z lotniska przyjedzie po nich o trzeciej w nocy.
Berker zdecydował, że spać już nie warto i zaproponował zejść do restauracji, zjeść kolację, potańczyć i posłuchać muzyki. Przebrali się i zeszli nadół.
W dużej sali restauracyjnej przy białych sześcianach stolików, siedziało dużo ludzi: mężczyźni w czarnych garniturach i kobiety w wieczorowych toaletach. Mówiono przeważnie po niemiecku, tu i owdzie słychać było mowę angielską. Kobiety miały rybie oczy. Otwierały, jak ryby, usta, wypuszczając dym papierosów a dym pierścieniami podnosił się do sufitu.
Orkiestra grała tango. Pośrodku sali, między stolikami, bujało się kilka par. Barker zamówił wino i poszedł tańczyć.
Clarkowi wydała się ta sala i publiczność dziwnie rażąca na tle tego miasta i zapytał Murriego, czy wszystkie restauracje tutejsze tak wyglądają.
Murri roześmiał się i powiedział, że jest to restauracja dla cudzoziemców. Miejscowi mieszkańcy nie zaglądają tu prawie, — mają oni swe fabryki-kuchnie, swe stołownie i swe kluby. Restauracja ta została urządzona dla cudzoziemskich specjalistów i turystów, którzy są tu potrzebni (jedni wwożą swą wiedzę techniczną, inni — walutę obcą). Dlatego traktuje się ich uprzedzająco grzecznie, jednak z ledwie widoczną pogardą, — w przybliżeniu tak, jak amerykańscy przedsiębiorcy Kafrów, przywiezionych