Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ VIII.
LEKCYE W STAJNI I KURNIKU.


Wyznaję, że wyniki całomiesięcznej podróży i badania przejęły mnie głębokiem zniechęceniem. Podźwignięcie tej ludności wydało mi się nad moje siły. Byłem zupełnie osamotniony, a ta odrobina, jaką mógłbym dokonać, była nic nieznacząca w porównaniu z tem, co pozostałoby do zrobienia. Zadawałem sobie pytanie, czy moje usiłowania mogą wydać jakikolwiek rezultat i czy warto nawet próbować.
Byłem zawsze przekonany, a tem więcej po zbadaniu stanu moralnego i umysłowego mego ludu, że sama nauka nie może mu wystarczyć. Lepiej niż kiedykolwiek zrozumiałem mądrość systemu przyjętego przez generała Armstronga w Hamptonie. Widziałem dobrze, że zbierać takie dzieci, jakie tu widziałem, na kilka godzin lekcyi, byłoby daremną stratą czasu.
Porozumiawszy się z obywatelami Tuskegee, naznaczyłem 4 listopada 1881 r. na dzień otworzenia szkoły w małem domostwie i kościele, które zostały zakupione w tym celu. Wszyscy biali i murzyni zajmowali się żywo założeniem nowej szkoły i oczekiwali niecierpliwie dnia jej otwarcia. Nie brakło w okolicach Tuskegee i takich białych, którzy niechętnie na to patrzyli. Powątpiewali, czy wyniknie z tego jaka korzyść dla murzynów, a nadewszystko obawiali się zatargów pomiędzy obu rasami. Jedni lękali się że murzyni postradają te zalety, które im nadawały wartość pod względem ekonomicznym, że gdy ich wykształcą, porzucą służbę na fermach i trudno będzie znaleźć na ich miejsce innych służących.
Ci biali, przeciwnicy nowej szkoły, wyobrażali