Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nauczyciele, z nielicznemi wyjątkami, byli rozpaczliwie nieprzygotowani do pełnienia swych obowiązków i zbywało im na wartości moralnej. Nauka trwała tylko trzy albo pięć miesięcy w ciągu roku. Właściwie nie było żadnych urządzeń w klasach, oprócz prostej czarnej tablicy. Zdarzyło mi się raz zastać w takiej budzie pięcioro dzieci, uczących się lekcyi z jednej książki jednocześnie. Dwoje z nich siedziało trzymając książkę, dwoje czytało z po za ich pleców, a piąty malec usiłował czytać z po za pleców tamtych czworga.
To, co mówię o szkołach i nauczycielach, dałoby się zastosować do kościołów i duchowieństwa.
Muszę wspomnieć, że podczas moich podróży spotykałem niekiedy ciekawe typy. Następujący szczegół może dać pojęcie o stanie umysłowym ludności wiejskiej w owej epoce. Zażądałem od sześćdziesięcioletniego murzyna, ażeby mi opowiedział swoje życie. Powiedział, że urodził się w Wirginii, a w 1845 roku został sprzedany do Alabamy. Kiedy go zapytałem, ilu zostało sprzedanych z nim razem, odrzekł:
— Było nas pięciu: mój brat, ja i trzy muły.
Zdając sprawę z tego, com widział podczas wycieczek w okolicy Tuskegee, nie chcę bynajmniej wpoić w czytelników mniemania, że wszędzie były tylko objawy nędzy. Jeżeli kładę nacisk na opłakane warunki, w jakich zastałem ludność Tuskegee w owym czasie, to dla tem lepszego uwydatnienia zmian, które od tej pory zaszły, nie tylko pod wpływem szkoły w Tuskegee, ale i dzięki innym zakładom.