Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że mógłbym mieć powodzenie na tej drodze, nie taiłem przed sobą, iż byłoby to tylko zadowoleniem samolubnej ambicyi kosztem naglącego obowiązku — pracy nad oświatą ludu.
W owym czasie murzyni, odbywający naukowe studya, marzyli o zostaniu adwokatami lub deputowanymi, a kobiety nauczycielkami muzzki. Ale ja uważałem za rzecz pilniejszą co innego, niż torowanie drogi znakomitym adwokatom, deputowanym i nauczycielkom muzyki.
Ich dążenia przypominały mi historyę starego murzyna, który za czasów niewolnictwa zapragnął nauczyć się grać na gitarze. Zwrócił się z prośbą do jednego z paniczów, który mając mierne wyobrażenie o zdolnościach muzycznych starego, odpowiedział:
— Wuju Jake! nauczę cię nejchętniej grać na gitarze, ale będziesz musiał zapłacić trzy dolary za pierwszą lekcyę, dwa dolary za drugą, a jednego dolara za trzecią; ostatnia lekcya będzie cię kosztować tylko pięćdziesiąt centów.
A wuj Jake na to:
— Dobrze, paniczu, zgadzam się na te warunki, ale, paniczu, wolełbym zacząć od tej ostatniej.
Po powrocie z objazdu w interesach Charlestonu, spotkała mnie nowa radość, która była wielką niespodzianką. List od generała Armstronga, zapraszający mnie do Hamptonu na ceremonię rozdawania nagród, przy której miałam mieć mowę „dyplomowanych studentów.“ Nie byłbym nigdy śmiał marzyć o podobnym zaszczycie. Przygotowałem mowę, jak mogłem najlepiej, a za temat wziąłem — „Siłę, która zwycięża.“
Jadąc do Hamptonu, musiałem przebyć tę samą drogę, którą przed sześciu laty odbyłem jako uczeń. Tym razem jechałem bez przerwy koleją, a różnicę między temi dwiema podróżami miałem wciąż w pamięci. Mogę rzec śmiało, bez narażenia się na zarzut, że za wiele mówię o sobie, iż rzadko się zda-