Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


hania moją prośbę, uważając, że chwila jest właśnie odpowiednia.
Prezydent zapowiedział swe owiedziny na d. 16 grudnia.
Gdy się rozeszła ta wiadomość, biali mieszkańcy miasta Tuskegee, leżącego o milę od szkoły — okazali radość nie mniejszą od naszych uczniów i nauczycieli. Zabrali się wszyscy — mężczyzni i kobiety — przyozdabiali miasta i utworzyli komitety dla wpólnego działania z naszą szkołą, w celu godnego przyjęcia dostojnego gościa. Wtedy dopiero przekonałem się, jak wielką wagę biali z miasta i okolicy przywiązywali do naszej szkoły. W czasie tych przygotowań zgłaszało się do mnie mnóstwo osób, które nie życząc sobie wysuwać się na pierwszy plan, objawiały gotowość uczynienia wszystkiego, coby mogło ułatwić mi zadanie. Wzruszyła mnie niemniej od wizyty prezydenta duma, jaką nasz zakład przejmował wszystkich mieszkańców Alabamy.
Ranek 16 grodnia sprowadził do Tuskegee takie tłumy, jakich nigdy jeszcze nie widziało to miasto. Z prezydentem przybyła jego małżonka i członkowie gabinetu, których większość z żonami. Było i wielu jenerałów, a między innymi jenerałowie Shafter i Józef Wheeler, powracający z wojny hiszpańsko-amerykańskiej.
Było mnóstwo korespondentów rozmaitych dzienników. Izba deputowanych Alabamy odbywała właśnie posiedzenia w Montgomery i przerwawszy je na dzień jeden, przybyła również do Tuskegee razem z gubernatorem i innymi urzędnikami Stanu.
Mieszkańcy Tuskegee przyozdobili miasto od stacyi kolei do szkoły. Dla oszczędzenia czasu postanowiliśmy, że szkoła przedefiluje przed prezydentem. Każdy uczeń niósł w ręku łodygę trzciny cukrowej, a na jej wierzchołku uczepione były kulki bawełny napół otwarte. Za uczniami przeciągnęły wszystkie oddziały, na wozach zaprzężonych w ko-