Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


trafię pojąć. Ujrzawszy mnie, podziękował za wszystko, co czynimy dla kraju w samym zakładzie w Tuskegee. Wyłuszczyłem mu w krótkich słowach powód mego przybycia i dałem do zrozumienia, że odwiedziny naczelnika rządu nietylko dodadzą zachęty uczniom i nauczycielom — ale przyniosą korzyść całej razie murzyńskiej. Zdawało się, że moja propozycya zajęła go, ale nie dał stanowczego przyrzeczenia, ponieważ plan podróży do Atlanty nie był jeszcze stanowczo ułożony — lecz prosił o przypomnienie się za kilka tygodni.
Około połowy następnego miesiąca podróż prezydenta do Atlanty została postanowiona, a ja pojechałem powtórnie do Waszyngtonu z prośbą o przybycie do Tuskegee. W tej wycieczce towarzyszył mi pan Karol W. Hare, obywatel białej rasy, który z własnego popędn pragnął poprzeć moją prośbę zaproszeniem ze strony białych mieszkańców Tuskegee.
Na kilka dni przed drugą moją bytnością w Waszyngtonie zdarzyły się rozruchy i bójki między białymi a murzynami w niższych miejscowościach Południa. Ujrzawszy prezydenta, zauważyłem że jest tem mocno przejęty. Pomimo, że było wielu czekających, zatrzymał mnie nieco dłużej, rozpytując o warunki bytu murzynów i widoki ich na przyszłość i zapewniał kilkakrotnie, że pragnie nam okazać swoje zajęcie i wiarę w nas nietylko słowami ale i czynem. Gdy mu przedstawiłem, że w tej właśnie chwili najlepsze wrażenie na murzynach może wywrzeć, że prezydent zboczył z drogi sto czterdzieści mil poto tylko, ażeby przepędzić z nimi jeden dzień, widoczne było, że moje słowa zrobiły na nim silne wrażenie.
W tej właśnie chwili wszedł biały obywatel z Atlanty, demokrata i były właściciel niewolników; na zapytanie prezydenta, czy uważa za rzecz odpowiednią wycieczkę do Tuskgee, poparł bez wa-