Strona:Bolesław Londyński - Frankowe szczęście.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy już szlifierz odśpiewał wszystko co umiał, Franek rzecze doń:
— Musi wam być dobrze na świecie, kiedyście tacy weseli.
— Co ma być źle, — odparł na to szlifierz — gdybyś chciał, to i ty mógłbyś zaznać takiego samego szczęścia. Spójrz tylko, mam tu osełkę, kup ją sobie i wędruj od miejsca do miejsca, od wsi do wsi, ostrz noże i nożyczki, a będziesz również wesoły i wiecznie zadowolony z życia.
I osełka i myśl sama bardzo przypadła Frankowi do gustu, że jednak nie miał pieniędzy, zapytał przeto szlifierza, czy by mu osełki za gęś nie odstąpił. Na to szlifierz zapytał go, skąd gęś posiada, a gdy mu Franek opowiedział wszystko, co przeszedł na drodze, odparł z uśmiechem:
— Jednakże trzeba przyznać, że jesteś dzieckiem szczęścia! Weź że sobie tę osełkę, a mnie daj gęś. Ta zamiana