Strona:Bolesław Londyński - Frankowe szczęście.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


był zgrabny i jeździec wcale ładnie prezentował się na nim.
„Ach, myśli sobie Franek, żebym takiego konika posiadał, tobym dopiero prędko dojechał do swoich!“.
Jeździec osadził konia przy Franku i zapytał go, skąd wędruje i dokąd? Franek powiedział mu całą prawdę i wyraził pragnienie posiadania konia.
Jeździec okazał się bardzo skłonnym do odstąpienia mu swego konika za gotowy grosz i zapytał Franka, ile też mógłby mu dać za niego. Franek był tak szczęśliwy, że mógł stać się posiadaczem konia, iż ofiarował jeźdźcowi całą zawartość swojego worka.
Jeździec przystał i wymiana konia na złoto doszła niebawem do skutku.
— A to szczęście dopiero! — zawołał Franek z niezmiernem zadowoleniem.
Co rzekłszy, wskoczył na konia i puścił się w drogę. Nie przyszło mu jednak na myśl, że i koń musi wypocząć, a że na taki upał muchy cięły szkapę niemi-