Strona:Bolesław Londyński - Czapka-niewidka.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dła tuż przy samych nogach syna młynarza.
— Mam ją! — zawołał ten ostatni.
Już wyciągnął rękę dla schwycenia czapki, ale karzełek go uprzedził, zwoławszy przytem resztę kolegów, którzy wpadli na niespodziewanego gościa całą chmarą i w jeden moment wspólnemi siłami uprowadzili go w podziemie.
Tymczasem, dwaj pozostali bracia, zaniepokojeni jego długą nieobecnością, wyglądali jeszcze smutniej.
Martwiła się także i siostra, która z natury była panienką bardzo dobrą, a widząc jak źle ojciec obchodził się z nimi, często ujmowała się za braćmi. Jeden tylko stary młynarz pozostawał spokojnym jak dawniej, serdecznie pragnąc w głębi duszy, ażeby syn wcale nie wrócił.
A czas biegł zwykłym trybem. Dnie mijały za dniami, o malcu zaś, który poszedł zdobywać czapkę niewidkę, dotąd jeszcze nie było żadnych wiadomości.