Strona:Bolesław Londyński - Czapka-niewidka.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a ponadto znają wszelkie tajemnice i cudowne siły natury.
— W takim razie zdaje mi się, niema co zwlekać z radością zawołał brat średni. — Idź jaknajśpieszniej na Zieloną Górę i postaraj się bądź co bądź pochwycić czapkę.
Malec posłuchał dobrej rady. Zaraz też nazajutrz puścił się w drogę, a że do Zielonej Góry był porządny kawał, przywlókł się tam przeto dopiero późno wieczorem, poczem legł dla odpoczynku na trawie w tem miejscu, gdzie zauważył ślady drobniutkich stópek karzełków.
Po upływie bardzo niedługiego czasu, chłopczyk usłyszał szelest, po którym zaraz pokazała się cała zgraja karzełków.
Wszyscy oni istotnie wyglądali bardzo wesoło, biegali, gonili się, przewracali kozły i nieustannie podrzucali w górę swoje czerwone ostrozakończone czapeczki, jedna z których wypadkiem upa-