Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Podstawową zasadą tedy życia jest wedle niego, chęć panowania. Precz z pojęciem dobrego i złego, »bezkrwistem i zniewieściałem. Dobrymi na świecie są nie ci, co tworzą, ale co mają energię straszliwą, umieją niszczyć. Pospolicie zwą ich złymi a oni tymczasem są architektami niebotycznymi ludzkości«.
»Człowiek czynny, zaczepny, nachodzący innych, sto razy bliższym jest sprawiedliwości, niż człowiek spokojny.«
Więc niech żyją zbóje, tyrani t. j. ci, których świat uważa za swą zakałę!
Dlaczego odtąd ma być inaczej, jak dotychczas, Nietzsche oczywiście, nie mówi. »Ipsemet dixit †[1] i rzecz skończona.
»Ja... Nietzsche, powiedziałem, więc tobie, głupcze, to wystarczyć musi.
»Podwójna jest etyka: etyka mocnych i etyka słabych. Tak jest i koniec.«
Tak?? No! a co potem?
Co on na tem buduje?
On?
On? rozmachem akrobaty skacze, rozpędziwszy się ponad wszystkie horyzonty i atmosfery i... woła... i woła... Excelsior! Excelsior! Wyżej! Wyżej!...

Jemu zamało być tylko człowiekiem, — człowiekiem silnym, wzniosłym, nadzwyczajnym, on chce lecieć wyżej! Excelsior! On chce się stać nadczłowiekiem[2], pragnie, aby

  1. »On rzekł.«
  2. Uebermensch.