Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sladami Lucypera.


Ten nowy Lucyper ziemski, który P. Boga strącić chce z tronu, sam na nim zasiada; przypisując sobie przymioty Boskie, choć to czyni »skromnie«, pod osłoną symbolu.
»Jeżelim kiedy zakwitnął tchnieniem tchnienia twórczego i tą koniecznością boską, puszczającą w ruch fatalizmy, jakie tańczą wśród gwiazd obiegów. —
»Jeżelim kiedy uśmiechnął się uśmiechem połysku twórczego, w którego ślady kroczy podłużny odgłos grzmotu, aktem rozlegającym się i posłusznym. —
»Jeżelim kiedy razem z bogami działając, na stół boski, t. j. na ziemię, rzucał kostki, aby otworzyła się drżąc i wyrzuciła potoki ognia, jak wiadomo ziemia — to stół boski: —
»Cóż dziwnego, że zapragnąłem posiadać wieczność i ten najwyższy pierścień ślubny — pierścień »wiekuistego powrotu«??
»Jeszcze nie znalazłem niewiasty, z której bym chciał mieć potomstwo (sic!)..., chyba może z niewiasty umiłowanej; bo ja cię kocham, o wieczności! Ja cię kocham, o wieczności!«
I takiego człowieka bierze się na seryo...


Etyka nadludzi.


Jakie drzewo, takie i owoce. Jaka teorya, taka i praktyka. Zasady moralne Nietzschego warte jego religijnych »przekonań«. —