Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bych i niezdecydowanych, — rodzaj hypnozy systemu mózgowo-rdzeniowego i umysłu, która się łączy z zamarciem jednej tylko funkcyi psychicznej i tyranizuje inne; ta to hypnoza u chrześcijan nazywa się wiarą«.
Coraz lepiej. Wiara — to rodzaj hypnozy. Narkotyk i hypnoza wystarcza (oczywiście nadludziom), aby wytłomaczyć sobie, czem jest i religia!
Ostatecznie to wszystko razem wziąwszy bardzo mądre, niebywale mądre... My wprawdzie mądrości tej nie widzimy, nam się raczej zdawać może, że jest to majaczenie jakby... no! waryata; ale bo my też »krwi boskiej w żyłach swych« nie czujemy! Powinszować tym, którzy ją czują!


Co mu, Nietzschemu, po prawdzie?


Niemniej bez namysłu z zadziwiającą pewnością siebie odpowiada on na pytanie, czem jest prawda? Inni łamali sobie nad niem głowę, spędzali noce bezsenne, zapisywali foliały... Biedny, ciemny plebs filozoficzny! Oto przychodzi nadfilozof Nietzsche i jednym rozmachem rozwiązuje węzeł gordyjski.
»Prawda? Co to jest prawda? Prawda — to głupstwo. Prawdy nie ma, więc poco się nad nią zastanawiać?« Przecież to takie proste, jak jajko Kolumba. Niema prawdy: więc poco o niej myśleć. Umysł ludzki powinien się przyzwyczaić do trzymania w równowadze »na cieniutkiej linie prawdopodobieństwa, »tańcząc nie-