Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jakiś przytem smutek, przygnębienie wieje z całego krajobrazu, którego słońce w dzień biały promieniami swojemi rozweselić nie chce.
Otóż powiadam, że obok »Kalwaryi« Tintorettiego jabym chciał widzieć arcydzieło inne, treści podobnej, któreby tamtemu służyło za dopełnienie. Nazwałbym je: »Męczeństwem Kościoła Chrystusowego«.
Plan jego byłby mniejwięcej taki: Na środku, jak w »Kalwaryi« dałbym tę samą postać Chrystusa Pana na krzyżu, umierającego za świadectwo, wydane prawdzie. A po obu Jego stronach umieściłbym najznakomitszych przedstawicieli wszystkich stanów, narodów, języków, którzy, idąc w ślady Chrystusa, w obronie i na świadectwo tejże prawdy, w ciągu wieków życie swe przynosili w ofierze. I tak tuż obok krzyża umieściłbym św. Piotra i Pawła, a obok nich w odpowiedniem ugrupowaniu, wśród dzikich zwierząt, kotłów wrzącej oliwy i wody, stosów i pieców, — wśród krzyżów, siekier, haków, rózg, kół i innych narzędzi katowskich, na jakie złość, wściekłość i okrucieństwo przewrotnych ludzi zdobyć się kiedykolwiek mogła, — wśród tych wszystkich narzędzi cierpień umieściłbym w pełnym rynsztunku żołnierskim świętego Jerzego, Maurycego, Sebastyana; — świętego Kosmę, Damiana, Tomasza Becketa i Tomasza Moore’a: tych za wiarę umęczonych dygnitarzy i mężów konsularnych, — św. Ignacego, Polikarpa, Cypryana: biskupów Męczenników — św. Jana Nepomucena, błogosławio-