Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nego Jana Sarkander: kapłanów umierających za dochowanie tajemnicy Spowiedzi św.; — hiszpańskiego króla Hermenegilda, duńskiego Kanuta, czeskiego Wacława: monarchów z palmą w rękach, jaśniejących w niebie koroną chwały świetniejszą niż ta, która ich czoło zdobiła na ziemi; — św. Szczepana, Wawrzyńca i Hipolita, lewitów, — Agnieszkę, Cecylię, Łucyę: te świeże, jasne jak rosa poranna, białe jak lilja, a jak róże gorejące miłością Boskiego Oblubieńca dziewice męczenniczki — chciałbym wreszcie widzieć św. Felicytę, która po utracie sześciu synów klęka nad najmłodszym, i zaklina go i błaga, aby szedł w ślad braci i wytrwał do końca....
Tak, to wszystko chciałbym tam widzieć i pod tym obrazem umieściłbym słowa św. Tomasza Apostoła: »Pójdźmy i my, abyśmy z nim pomarli«.
»Pomarli!« Ale dlaczego? dlaczego tyle cierpień, katuszy okrutnych?...
Otóż dlatego, aby przed bożkiem fałszywym nie spalić kadzidła, aby się wiary w Chrystusa nie wyrzec, choćby tylko pozornie, choćby tylko jednem słowem, wiedząc, że takie zaparcie przyniosłoby im zaszczyty, uznanie, bogactwa i rozkosze ziemskie.
Ale oni nie chcieli. Oni woleli to wszystko stracić, na tamto się narazić, aby z drogi raz obranej ani na chwilę nie zstąpić....
Cierpienia Męczenników były to czyny prawdziwie heroiczne.