Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


samej śmierci, bo cuda są u niego rzeczą codzienną i powszednią; — człowiek, który stanąwszy u progu olbrzymiego królestwa, gdzie do nowej zamierza zabrać się pracy, umiera jak drugi Mojżesz, patrząc na ziemię obiecaną i schodząc z tego świata w przededniu nowych tryumfów, — człowiek, którego po śmierci czczą nie tylko chrześcijanie, ale poganie i wyznawcy Mahometa, pielgrzymujący z daleka do jego grobu, aby ucałować miejsce, kędy spoczywają śmiertelne szczątki tego, jak powiadają »przyjaciela nieba i ziemskiego boga«; — człowiek taki to bohater a bohater prawdziwy. Jeżeliby on nim nie był, to kto nim będzie?
A jednak... jednak pomiędzy bohaterami Carlyle’a niema wielkiego Apostoła Narodów ani Apostoła Indyi....


Każdy święty jest bohaterem.


Nie trzeba jednak sądzić, żeby bohaterowie chrześcijańscy tacy, jak św. Paweł i Ksawery, byli bohaterami tylko dlatego, że dokonali czynów nadzwyczajnych, wielkich, heroicznych. Te czyny były, prawda, sposobnością, przy której wyszła na jaw wartość wewnętrzna i potęga ich ducha. Oni na te czyny bohaterskie zdobyćby się nie mogli, gdyby już przedtem bohaterami nie byli. To też te czyny nie robiły ich bohaterami, ale tylko ukazywały światu, że nimi są.
Niejeden człowiek jest bohaterem ukrytym, bo mu brak sposobności okazania się nim na